niedziela, 30 listopada 2014

adwentowy countdown

Witajcie Kochani!

Czy u Was też tak zimno? W Berlinie zrobiło się naprawdę mroźno - idealna pora na grzańca, świeczki i siedzenie w domu!

Ostatnio najbardziej motywuje mnie tzw. "ostatni dzwonek". :) Wczoraj wieczorem już nie było wyjścia i ukręciłam nareszcie wianek adwentowy. Tak się rozpędziłam, że zrobiłam dwa: do salonu oraz kuchni.




Dzisiejszą pierwszą niedzielą adwentową rozpoczynamy radosne oczekiwanie. Dla mnie grudzień to wyjątkowo zakręcony czas, bo obchodzimy dodatkowo podwójne urodziny. Zazwyczaj organizacja i planowanie tak mnie absorbują, że trudno o wyciszenie. Dlatego mam takie adwentowe postanowienie, żeby nie dać się zwariować obowiązkom, trzymać w ryzach mój natrętny perfekcjonizm i skupić się na tym, co ważne. Ciekawe, czy mi się uda?! 

Pozdrawiam serdecznie,

Moni

PS. Chcecie zobaczyć "inny" sposób na adwentowe odliczanie? To zapraszam tutaj. :):):)  

środa, 26 listopada 2014

Lifting starej szafy

Witam serdecznie!

Zaskoczył i bardzo mnie ucieszył pozytywny oddźwięk na domki z ostatniego wpisu!  Wpadłam w związku z tym na pewien pomysł, ale narazie ciiii. Potrzebuję pomocy do jego realizacji, więc sprawa może się przeciągnąć w czasie.

Dziś z kolei będzie mało tekstu, dużo zdjęć. Chcę pokazać kolejny kąt w pokoju Małej Mi. W ramach tych szalonych robót, które na szczęście już za nami, pomalowaliśmy również szafę. Szafa ma już sporo lat na karku, ale jest pojemna i dobrze nam służy. Originalnie była z naturalnego drzewa i jedynym zabiegiem było jej woskowanie od czasu do czasu. Ten jej naturalny kolor znudził mi się jednak po tylu latach i najpierw chciałam ją wymienić. Ale pomysł Luka na przemalowanie mnie skusił. Podchodziliśmy do tego malowania z mottem: Jak kompletnie nie wypali, to wtedy możemy wymienić. :) Bez przygotowania teoretycznego, na czuja złapałam za wałek i białą akrylową matową farbę. Szafa jest duża, więc tego malowania trochę było. Założyłam, że będą potrzebne dwie warstwy farby. No ale niestety - skończyło się na trzech, ponieważ za bardzo przebijały sęki, które przez woskowanie były ciemniejsze. Tworzyło to efekt żółtych plam, co zdecydowanie nie było zamierzone.




Doszły jeszcze śmieszne haki na kurtki (IKEA).




Wymieniłam też gałki, które pasują idealnie do... Ale o tym będzie w innym poście. ;)




Tak było kiedyś, szafa w rogu wygląda zgrabnie. Teraz zastawiliśmy drzwi do sypialni, za to jest przejście z przedpokoju. Czeka nas jeszcze ukrycie tych wystających zza szafy drzwi, bo nie wygląda to ciekawie. Troje drzwi w jednym pomieszczeniu plus ściana okien to niezłe wyzwanie!


PS. Mam absolutny blackout co do świąt, prezentów, dekoracji... Macie jakąś radę?

Pozdrawiam ciepło!
Moni

sobota, 22 listopada 2014

Nowe domki, czyli recycling odpadków

Witam serdecznie!


Efektem ubocznym naszych stolarskich prac (no dobra, prac stolarskich Męża) są wszelkiego rodzaju drewniane resztki oraz narzędzia. Chociaż narzędzia to raczej fundament tychże prac. Zatrzymajmy się na odpadkach. Wpadłam na pomysł, że jak już wszystko rozstawione, pył wszędzie i robota wre, to poproszę jeszcze o domek lub dwa.

Domki jako dekoracja są bardzo popularne nie od dziś. Jednak sama dopiero przy budowie łóżka piętrowego wpadłam na pomysł, że przecież wykonanie takiego domku to nic trudnego - dla mojego Męża, bo dla mnie to owszem. Jesteśmy prawdziwy dream-team, ja mam pomysł, On wykonuje. ;) Domki wyszły bardzo ładne. Luk nie odpuścił i wyrzeźbił jeszcze drzwi oraz zfrezował boki. 


Teraz będzie odrobinę dramatycznie i ku przestrodze. ;) Były dyskusje na temat koloru i ogólny lament, że za blado i że nie wszystko na biało. Hm, to złapałam za jakiś wosk w kolorze ciemnym i pojechałam po domkach, potem zadzwonił telefon i ... Mazidło skutecznie wsiąknęło, domki zrobiły się ciemne, a mnie przestały się podobać. Lament podniosłam więc ja z nadzieją, że może dostanę nowe domki, ale Mąż kategorycznie odmówił. Zaczęliśmy trochę zdzierać ten wosk, skończyło się na tym, że domki zmatowiały. Na koniec potraktowałam je takim pielęgnacyjnym olejkiem do mebli, który ponownie nadał im fajny połysk.


W sumie mogłabym dziś pisać również o nieporozumieniach i słabej komunikacji. Generalnie strasznie się z tymi domkami nie dogadaliśmy i wyszło jak wyszło. Dlatego ku przestrodze: Wypróbuj farbę zanim sobie zmarnujesz dzieło! Taka oczywistość, a jednak zrobiłam błąd. Chociaż nie pierwszy raz maluję drewno. Ech, to pewnie wszystko przez moją niecierpliwość. ;)

Ostatecznie jest OK, tylko mam nauczkę na przyszłość, żeby się jednak tak nie spieszyć. Patrząc na zdjęcia, żałuję, że nie zostawiłam tych domków w naturalnym stanie. Czego kolor na szczęście nie zmienił, to słoje, pęknięcia i te doskonałe niedoskonałości jakie można odkryć chyba tylko w drewnie. Na tym się skupmy :)


 Ich miejsce jest między oknami w pokoju Małej Mi, ten kącik znacie już dobrze.



Zostało tydzień do pierwszej niedzieli adwentu. W Niemczech tradycyjnie to pora, aby zapalić światełka w oknach i rozpocząć dekorowanie domu. W tym tygodniu czeka mnie ukręcenie adwentowego wianka i bożonarodzeniowy countdown czyli kalendarz dla Małej Mi. Ogólnie w temacie świąt jestem narazie w rozsypce, ale nawet się już tym aż tak bardzo nie przejmuję. Z doświadczenia wiem, że ostatecznie i tak zdążę na czas. Zreszą dzięki Wam nie zginę, na pintereście, fb i Waszych blogach tyle inspiracji, że trzeba obrać tylko kierunek. :)

Życzę Wam udanego weekendu i do poczytania wkrótce!

Pozdrawiam serdecznie,
Moni

niedziela, 16 listopada 2014

Zmiany w pokoju Córki - jest postęp!

Witam serdecznie!

W Berlinie od kilku dni prawdziwa listopadowa szarówa. Sezon działkowy zakończony na dobre, nawet woda zakręcona, w ogródku zrobiło się brzydko i nieprzytulnie. W sumie idealny czas na działania w domu.
Pisałam, że przeprowadzamy duże zmiany w pokoju Małej Mi. Od ostatniego postu w tym temacie uzyskaliśmy duuuuży postęp, ale prace wykończeniowe nadal trwają. Pokażę to, co jest już jako tako gotowe. Temat będziemy kontynuować, zbieram materiał na kolejne wpisy.


Zacznę od zasłon, które po ok. 7 latach postanowilam wymienić. Długo wisiały, prawda? W przypadku zaslon nie jestem chętna do zmian. Niby żadna filozofia, ale przy wysokości mieszkania 3,43 m z dużymi oknami może być to jednak kłopot. Np. z szerokością lub z długością przy gotowych zasłonach. Dla nas ważne jest jeszcze, aby - poza czystą dekoracją - dobrze zaciemniały. Rolety z powodów technicznych nie wchodzą w grę, z firanek zrezygnowałam całkiem.

Szukałam rozwiązania prostego i przede wszystkim niedrogiego. Jak się bowiem okazało, nasze gryzonie nie gardzą niczym! Wspominam o tym dlatego, że nasze szczurki spowodowały w międzyczasie kilka (na szczęście nie dramatycznych) strat. To uświadomiło mi, żeby wydatki w pokoju Mi zminimalizować i liczyć się ze zniszczeniami. Chodzi głównie o poprzegryzane dziurki... Jedna pół biedy, ale kilka w kołdrze z pierza na przykład, to już trochę inna sprawa.

Wracając do zasłon: Odpadało szycie na miarę, zwyczajnie chciałam mieć je "na już". Cała nadzieja w IKEI. ;) Znalazłam rozwiązanie, które spełnia wszystkie warunki.




Z praktycznych powodów zdecydowałam się na szare karnisze (wcześniej była linka). Jak widać na zdjęciu kupiłam dwa różne komplety zasłon. Nie chciałam stworzyć szarego muru, dlatego podpatrzony w Ikei pomysł był jak dla mnie! Kwiecisty materiał nadaje zamierzonej lekkości. Z tyłu zaczepiona jest jeszcze specjalna zasłona, która gwarantuje dobre zaciemnienie - jak dla mnie genialne rozwiązanie! Karnisz został możliwie nisko zawieszony, dzięki czemu niewielki odstęp między tkaniną a poodłogą nie razi.

***

Kolejną nowością jest niewielka rozkładana kanapa. Pisałam, że zbudowaliśmy łóżko-antresolkę. Zmieści się tam materac na szer. 120 cm. Zależało mi jednak na dodatkowym miejscu do spania, awaryjnie, dla gości itp. Wybór padł na kanapę Solsta z Ikei, jest ona niewielkich rozmiarów i fajnie pasuje do pokoju dziecka. Podobała mi się granitowa tapicerka.



Na codzień planuję dla ochrony korzystać z narzuty, wtedy wygląda to tak:



Robi się całkiem przytulnie. Wróciła do łask "krowa", czyli skóra na podłogę. Po zmianach w salonie nie było dla niej miejsca, czego żałowałam. W nowym miejscu dobrze pasuje i nadaje pazura. Stworzyliśmy tutaj taki kącik wypoczynkowy ;) Zamiast TV jest...


Szafeczka pod klatką nie jest docelowa, ale nie mam jeszcze ostatecznego konceptu. To dalsze plany, nadal na wykończenie czekają dość istotne sprawy, czyli szafa. W sumie myślałam, że już dziś Wam pokażę jak wyszło. Jednak musimy jeszcze to dopiąć na ostatni guzik.

Na dziś to już wszystko, pozdrawiam Was ciepło. Fajnie, że tutaj zaglądacie i komentujecie!

Pa,
Moni

niedziela, 9 listopada 2014

25 lat minęło...

Hm, 25 lat to nie jest niestety mój wiek. ;) 25 lat minęło od mojego przyjazdu do Berlina... szmat czasu, ale o tym nie będę dziś pisać. Żyjąc tutaj nie mogę jednak nie napisać o innym jubileuszu, czyli o 25-tej rocznicy upadku Muru Berlińskiego dnia 9. listopada 1989 roku. Byłam już wtedy w Berlinie, ale jako nastolatka zajęta swoimi sprawami nie doceniłam znaczenia tego wydarzenia. Powspominajmy zatem trochę. Wiecie, ten mur upadł pamiętnego wieczoru w sumie trochę przez przypadek...;)


W 1989 świta polityczna NRD nadal wierzyła, że istniejący wtedy podział będzie trwać wiecznie, choć gospodarczo kraj był w ruinie, a system polityczny groteską. Aby "poluzować trochę kllimat" miała zostać wprowadzona w życie ustawa umożliwiająca obywatelom NRD wyjazdy za granicę, również na Zachód. Informacja o jej wprowadzeniu miała zostać przekazana na konferencji prasowej 09. listopada 1989 roku przez pracownika partii (SED) - Günthera Schabowskiego (czyt. Szabowski;)). Przełomowy był fakt, że coś ruszyło w sprawie wyjazdów za granicę. Ale to, co działo się potem i czego nikt się nie spodziewał, spowodowane było jednym pytaniem oraz na nie odpowiedzią. Jak widać nie wszystko jest w takich sytuacjach zapięte na ostatni guzik:

Pytanie włoskiego dziennikarza: Od kiedy obowiązuje ta ustawa?

Odpowiedź wyraźnie skonfundowanego Sch: Według mnie... od zaraz, niezwłocznie.
Nach meinem Wissen ab sofort... unverzüglich.


Skoro od zaraz, to się ludzie w Berlinie wybrali do przejść granicznych - daleko nie mieli, miasto wszak podzielone było w pół. Piękne dekatyzowane kurteczki, trwałe ondulacje, fryzury typu "z przodu krótko, z tyłu dłuższe", wąsiki, trabanty - tak to wyglądało. Ale przede wszystkim całe masy ludzi i ich wielkie napięcie. Na przejściach granicznych nikt jeszcze nie wiedział o tym "od zaraz".
Ludzie wychowani we wschodnim Berlinie mieli głeboko zakorzeniony respekt przed granicą - za wielu zostało zastrzelonych podczas prób ucieczki na drugą stronę. Czekali więc, napierali... aż w końcu jedno przejście za drugim otwarło bramki. Pierwsi to jeszcze jakiś dowód osobisty pokazywali, ale szybko wydarzenia przyjęły rozmiary masówki. Wielkie emocje, radość, łzy....


Co działo się potem, wszyscy wiedzą... dzisiaj Berlin hucznie obchodzi 25-ciolecie tego przełomowego wydarzenia. Jedną z akcji jest "granica światła". Tam gdzie kiedyś przebiegał mur dziś stoją latarnie. Miasto przeszło w tym czasie jedyną w swoim rodzaju transformację. Miesca, które kiedyś były marginalne, teraz znajdują się w centrum. Te latarnie uświadamiają jak mocno podzielony kiedyś Berlin zrósł się na nowo. Nie chce się wierzyć, że kiedyś stał tutaj MUR.



Zdjęcia robione przez Luka przy Bornholmer Strasse w dzielnicy Prenzlauer Berg. Te latarnie to oświetlone balony, dziś wieczorem symbolicznie zostaną puszczone w powietrze.

Do następnego,
Moni


niedziela, 2 listopada 2014

Post roboczy, czyli wieści i nowości

Witam serdecznie!

Zapowiadałam w ostatnich postach, że planujemy większe zmiany w pokoju Córki. Dwutygodniowy okres jesiennych ferii wydawał się być do tego idealny. Minęły ferie i - niestety - mój urlop, a nam jeszcze daleko do etapu "dekoracji", na który to etap najbardziej czekam. Wprawdzie najgorsze roboty oraz punkt totalnego zniechęcenia już za nami, ale końca jeszcze nie widać. Obrzydły mi wiadra z farbą, pędzle, nie mówiąc o wiórach... Nie mogę się nadziwić, że dobrowolnie wybrałam remont zamiast urlopu w jakiś tropikach czy na innych Karaibach! ;)


Pomalowanie ścian oraz szafy to wprawdzie średnio ciekawe czynności, jednak to budowa łóżka-antresoli jest w tym projekcie największym wyzwaniem. Domyślacie się zapewne, że tutaj głównie działa Mąż, ja jedynie asystuję w razie potrzeby.


 Kilka refleksji w tym temacie:

1) Zmiany są poważne, odchodzimy powoli od pokoju małej dziewczynki. Będzie już odrobinę "poważniej". Oczywiście Właścicielka pokoju bierze czynny udział we wszystkich decyzjach, gust ma wyrobiony, ale całkiem inny od mojego! Nie wspomnę już, że również i Mąż ma rozwinięty zmysł estetyczny i się udziela. Burzliwie bywa. Nota bene Córa ma niecałe osiem lat :).  Za to widok jak dziecko macha wałkiem - bezcenne. Trochę ucierpiała jakość jej ferii, bo prace nas mocno pochłonęły.

2) Chyba pierwszy raz od ręki udało nam się kupić farbę w odcieniu takim, jaki był w planach. Kto dłużej mnie śledzi wie, że graniczy to z cudem! :) Tutaj pierwsza poważna zmiana z różu na pastelową zieleń.


3) W pierwszym zamierzeniu chciałam wymienić najlepiej wszystkie meble, bo pokój Małej Mi to swego rodzaju magazyn rzeczy, któych nie chcieliśmy mieć już w innych pokojach lub które nie były już potrzebne. Tutaj możecie obejrzeć jak było. Ostatecznie zmiany nie będą tak radykalne. Będzie trochę nowego, trochę starego - mam nadzieję, że miks się uda. Zależy mi, aby mebelki były mobilne i można było łatwiej niż dotychczas zmieniać ich ustawienie.
Duża, pojemna szafa zostaje. Przemalowałam ją akrylową farbą na biało. Mało mam doświadczenia w tej materii i nie obyło się bez kilku błędów. Myślę, że po kilku poprawkach nie będą rzucać się w oczy. Zamówiłam nowe gałki, będzie nowy look.

4) W starym budownictwie wszelkie zmiany szybko przybierają monstrualne rozmiary, a to za sprawą... rozmiarów właśnie! Duże, wysokie okna wymagają odpowiednich zasłon. Szyte na wymiar zasłony po 8 latach nam się znudziły, czas na odświeżenie. Nie będę się rozpisywać - pokażę wkrótce, co wymyśliłam.

5) O łóżku na pięterku również  napiszę osobno. Tyle pracy zasługuje na specjalny post!

6) Szczury ciągłe przesuwanie klatki znoszą dzielnie.



W temacie remontu tu tyle. Jako że dziś tak roboczo, to jeszcze chciałam wspomnieć o kilku nowościach okołoblogowych.

A) Na pintereście można znaleźć mnie już dłużej, wspominałam już niejednokrotnie o tej platformie. Niektóre z Was już tam obserwuję, ale chętnie dołączę kolejne profile - dajcie znać jak Was znaleźć.

B) Uważam, że jedyna szansa, aby być jako tako na bieżąco w tych wszystkich nowinkach techniczno-software-owych, to brać w nich udział i korzystać z nich. Co nie znaczy, że nie podchodzę do tego krytycznie, a czasem nawet z oporem. Wstyd się przyznać, ale moje obycie komputerowe mogłoby być lepsze i bez pomocy Męża często leżałabym  na łopatkach lub poprostu rzuciła tym w kąt. Po długim wywodzie krótko na temat: znajdziecie mnie również na Instagramie. Tutaj planuję dzielić się z Wami głównie fotkami "z miasta".

C) Jak już się rozpędziłam, to założyłam i konto na facebooku. Z tym facebookiem to miałam najbardziej pod górkę, potrzebowałam trochę, żeby się przegryźć przez ten system. Ale powoli się rozkręcam. Strona Monifactura na fb, to trochę takie miejsce "od kuchni". Wszystkie impulsy, którym nie trzeba poświęcać całego wpisu na blogu, zapowiedzi i co mi tam jeszcze wpadnie, będę zamieszczać właśnie tam.

D) Oczywiście blog będzie nadal istnieć, nie widzę jednak niestety szans na częste i regularne wpisy. Dlatego kto chętny zapraszam do obserwowania wyżej wspomnianych. Dla ułatwienia umieściłam po prawej bezpośrednie dojście. Teraz czeka mnie jeszcze odświeżenie bloga.

Kochani to wszystko. Odezwę się, jak zakończymy główne prace i ogarnę dom. Ostatnio trochę koczujemy, a remontowany jest tylko jeden pokój!

Serdecznie Was pozdrawiam, na koniec zdjęcia z Halloween. Tak biegałyśmy po mieście:


Pa,
Moni