wtorek, 25 lutego 2014

Stare czasopisma w nowej odsłonie

Witajcie!

Zwierciadło czytam nałogowo od wielu lat. Mam nawet "teczkę" w kiosku, dostaję to czasopismo regularnie. Żal mi te przeczytane wyrzucić, nazbierało się więc kilkanaście kilogramów makulatury, a biblioteczka pęka w szwach. Postanowiłam więc dać tym magazynom drugie życie w formie stolika pod palmę. Zgrały się dość dobrze, ale nie zarzekam się, że to ostatni wariant w tym temacie...


(Po prawej szaleństwa mojego Dziecka ze szczurkiem - czyli leczymy się z przeziębienia :))




Miłego dnia moi Drodzy!
Do poczytania :)

Moni

PS. Czy na maniakalne zbieractwo jest jakieś lekarstwo?! :)

niedziela, 23 lutego 2014

Salon zrobiony na szaro

Witam serdecznie!

Kiedyś, za świetnych studenckich czasów, moje weekendy składały się głównie na przygotowaniach do imprezy, samej imprezy oraz jej odsypiania. Teraz weekend to jedyny czas, kiedy można w kawałku zająć się jakąś pracą ogólnie mówiąc domową. Zapowiadałam już, że skupiliśmy ostatnio naszą uwagę na salonie. Jego metamorfoza to dłuższa historia i będzie tutaj teraz częściej powracać.

To właśnie salon okazał się najtrudniejszy w urządzeniu. Tutaj też najwięcej odbyło zmian, odkąd się wprowadziliśmy się osiem lat temu. Ale wszystkie te zmiany były jakieś takie nieudolne, bo brakowało całościowego konceptu. Dochodziły i odchodziły w tym czasie różne meble, a te które stały zmieniały swoje miejsce. Były próby planowania w programie Sketchup (Łuk), poszukiwanie inspiracji w pintereście (ja) oraz godziny omawiania, wymyślania i wymiany myśli (razem).

Trudność polegała trochę na tym, że dominuje w tym pokoju taki trochę nieciekawy brąz (podłoga oraz kilka mebli, które chcemy zachować). Ani malowanie podłogi (już przerabialiśmy na początku) ani mebli nie wchodziło w grę, trzeba było więc pokombinować kolorami. Po najróżniejszych pomysłach padło na zimny szary i to w dwóch odcieniach. O tym, jak dochodziliśmy do odcienia idealnego nie będę pisać, dla mnie ten proces zawsze ma coś z pokera. ;) Ale kolor jest i chyba pierwszy raz, odkąd maluję swoje ściany i mieszam farby, jestem zadowolona!

 

Tak to na malowaniu właśnie minął nam ubiegły weekend. Teraźniejszy z kolei był potrzebny na finalizowanie. Do ogarnięcia było z 1000 różnych szczegółów... Ale udało się. Pokój nie jest ostatecznie gotowy, ale podstawowe prace są zakończone. Teraz zostanie kosmetyka, stolik, oświetlenie oraz galeria, nad którą mędrkuję już kilka lat. :D Czas na działanie.


Temat salonu będzie jeszcze powracał, a na dzisiaj to wszystko, jeszcze tylko zdjęcie "przed":


Serdeczności!

Moni

piątek, 21 lutego 2014

Lepsze niż internet!

Witam Was!

Zdradzam Was ostatnio :) Wolny czas spędzamy rodzinnie na oglądaniu i oswajaniu tego ciekawskiego osobnika:






Sympatyczny, prawda? Dla towarzystwa jest drugi, czarny, ale jeszcze nam nie ufa. Zresztą zrobienie zdjęcia tym zwierzątkom to jest dopiero sztuka! Teraz mamy taki żywy telewizor, siedzimy sobie przed klatką i się sobie nawzajem przyglądamy. :)

Dwie młodziutkie szczurzyce to prezent urodzinowy dla Miriam. Długo wzbranialiśmy się przed zwierzątkiem domowym, ale Mała Mi - prawdziwa miłośniczka zwierząt - nas urabiała, odkąd potrafi mówić! W końcu ulegliśmy, bo niezła z niej negocjatorka.

Padło na szczurki. To mądre zwierzątka, ale żyją zaledwie 3 lata. Dla nas rodziców, był to ważny aspekt. ;) Dziecko z kolei tak bardzo chciało mieć zwierzę, że i na rybki by przystała. Ja miałam obawy przed szczurzym ogonem, ale przeszło mi natychmiast, jak te maluszki przynieśliśmy do domu.

Nala i Suzi są tak słodkie i zabawne, że nie ma mowy o obrzydzeniu. Tak teraz sobie spędzamy wolny czas. Rozumiecie więc moje blogowe zaniedbania... Nie wykluczam też, że nasi nowi domownicy jeszcze nie raz będą gościć na łamach bloga.

Jednak i domowo-wnętrzarsko się dzieje - pracujemy w salonie. Mam nadzieję, że na weekend uda mi się zrobić fotki i pokazać co nie co. Trochę nam się prace w czasie rozciągają, bo działamy tylko w weekendy.

Z ekspresowych projektów to uszyłam na zabawę karnawałową  w 20 minut pelerynkę dla Czerwonego Kapturka - w tym celu posłużył mi ikeowski kocyk :) To taki przymusowy zryw. Liczę na wenę, jak poustawiamy meble w salonie, bo narazie jest ...jak jest. :)

A co u Was dobrego?
Życzę Wam udanego weekendu!
Do następnego Kochani,

Moni

piątek, 14 lutego 2014

Miasto w objektywie

Witajcie!

Tak mi się te zdjęcia skojarzyły z Walentynkami! 



Kochajcie się, kochajcie SIEBIE i bądźcie dla siebie (nawzajem) dobrzy. Ja dziennie ćwiczę, wychodzi różnie ;)

Pozdrawiam Was serdecznie, do następnego

Moni

środa, 5 lutego 2014

Znajda, czyli marzenia się spełniają!

Witajcie Kochani!

Zaobserwowałam coś zadziwiającego: czas wirtualny upływa znacznie szybciej niż ten w realu. Zauważyliście to i Wy? Przez ostatnie dwa tygodnie zwolniłam blogowe obroty. Dwa tygodnie, a mi wydaje się, że minęły dwa miesiące! Nie, nie znudziło mi się blogowanie, ani nie brak mi pomysłów. Ale wiecie jak to jest, albo brak czasu w kawałku coś skrobnąć, albo światło do zdjęć beznadziejne, albo leń człowieka ogarnia... no i tak dni mijają. Potem się trudno rozkręcić, a dni mijają...

Teraz to wogóle mamy ferie zimowe i jestem tylko przejazdem w domu, więc wpadam do Was na chwilkę. Słońce za oknem i dodatnie temperatury, to okazja aby w końcu - na szybko wprawdzie -  zrobić kilka zdjęć tytułowej znajdzie.

Dla tych z Was, którzy dłużej mi towarzyszą, to żadna nowina, że kręcą mnie starocie. A chyba największą radość sprawiają mi takie prawdziwe odrzutki, czyli znajdy ze śmietnika :) Kiedyś przedstawiłam Wam walizkę znalezioną na podwórkowym śmietniku, była też bambusowa ławeczka, która służyła nam jakiś czas na działce. O stole, krzesłach i metamorfozie, jakiej się na nich dopuściliśmy pisałam tutaj. Myślę, że gdyby się tak zastanowić, może coś by mi się jeszcze przypomniało. Nieważne.


Dziś pokażę Wam najnowszą znajdę, cudo prawdziwe! To fotel bujany, odkryty na stosie śmieci po remoncie przedszkola, które mijamy w drodze do szkoły. Zauważył go Łuk, który ma dyżur odprowadzania rano i dał mi zać. Ja Małą Mi zwykle ze szkoły odbieram. Po południu fotel nadal leżał sobie pod kołderką ze śniegu. No nie mogłam go tam tak zostawić, tym bardziej że wydawał się być w dobrym stanie! Zapytałam więc grzecznie, czy mogę zabrać, bo wygląda na to, że nie jest już potrzebny. No i jest! Nie mam jeszcze pomysłu jak go odmłodzić, czy wogóle go ruszać. Całość jest w całkiem dobrym stanie, jedynie tapicerka jest trochę zużyta.




Wiecie co jest najlepsze? Jako mała dziewczynka MARZYŁAM o fotelu bujanym! Wtedy był to dla mnie szczyt luksusu i wygody, ale potem trochę to marzenie poszło w zapomnienie. Spełniło się w dość niespodziewany sposób :)




Na zdjęciach można dojrzeć naszą kanapę, grudniowy zakup. Okazała się tak wygodna, że rzadko z niej schodzimy i po weekendzie tyłki nas od wylegiwania bolą ;) W tle również nowe zasłony, ale pokój wymaga jeszcze kilka zabiegów wykończeniowych.

Ostatnie kilka dni spędziliśmy praktycznie offline, pomyślałby kto, że w puszczy. Odwiedziliśmy bliski nam Wrocław, który przyjął nas iście wiosenną pogodą. Dzięki temu były liczne spacery, a odwyk od techniki wszelkiej dobrze nam zrobił.

To wszystko na dziś. Od poniedziałku wracamy do obowiązków i codzienności, ferie trwają niestety tylko tydzień. Tak więc do poczytania niebawem!

Pozdrawiam cieplutko!
Moni

PS. Jak mnie tu nie było, przeczesywałam nałogowo pinterest ;)