poniedziałek, 20 stycznia 2014

Czekoladowe fondue

Witam Was!


Święta już za nami, a my nadal dojadamy słodycze, które nazbierały się w grudniu. Oczywiście uchowały się te nudne, bo po pysznościach nie zostało śladu. No i co z takim czekoladowym mikołajem czy innym łosiem zrobić? Do garnka z nim!

Zaszaleliśmy wczoraj deserowo, zużywając przy okazji te "nudne" czekoladki. Zobaczcie:










Siostra przyniosła ten ładny gadżecik, ale wpierw rozpuściłyśmy czekoladę w garnuszku dodając trochę mleka. Dziecko miało święto, bo mogło bez ograniczeń najeść się czekolady. Dorośli się pocieszali, że przecież deser jest "zdrowy", bo ze świeżych owoców :D (I żadnych komentarzy na temat hiszpańśkich truskawek!) Ludzie, jakie to było pyszne!!! Niebo w ustach, od wczoraj chodzi za mną ten pyszny smak!

Na koniec wyglądało to tak:




A Wy, jak osładzacie sobie...życie? ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!
Moni

PS. Zdjęcia siostra i ja.

sobota, 18 stycznia 2014

Sen zimowy

No i stało się! Za oknem wiosna, a mnie sen zimowy ogarnął na dobre. Funkcjonuję na zwolnionych obrotach i nie wiadomo jak długo to jeszcze potrwa.

Dlatego dziś zostawiam Wam tylko to:


(Buldog, Chrystus Miasta 2010)

Trochę trwało, zanim odkryliśmy ten zespół. Wiecie, my tu na emigracji jesteśmy czasem do tyłu. :) Ale jak już posłuchalismy, to nas powaliło na kolana. Całą naszą trójkę! Wyobrażacie sobie Małą Mi, która sobie tego słucha na słuchawkach i do rytmu macha głową!? Będą z niej ludzie... :D

Wokalista podpadł mi na DVD Kult unplugged, bo ma tam gościnny występ. Byłam pod wrażeniem głosu i zaczęłam w końcu przeczesywać internet. No i wpadłam na trop Buldoga... Rozbroiły nas też teksty, jak się później doczytaliśmy głównie pióra Tuwima, jakże nadal aktualne!  To są mocne dźwięki, przebrzmiewa w nich czasem styl Kultu, bo Kazik Staszewski maczał tutaj palce.

Wsłuchajcie się w tekst....potem w dobrą jakość tej muzyki oraz koniecznie w wokal!
Mną już dawno żadna muzyka nie wstrząsnęła tak, jak ta płyta.

Miłego weekendu! Do następnego, mam nadzieję, że już niebawem.

Pozdrawiam,
Moni

sobota, 11 stycznia 2014

Na kartkach starej książki...

Witam serdecznie!

Bardzo lubię dekoracje, w których użyto kartek starych książek. Sama dotychczas nie robiłam takich, ale po segregacji biblioteczki i u mnie znalazły się 2-3 książki, których (prawie) nie było mi szkoda przeznaczyć na takie cele. Jest w tym pewna ambiwalencja, ponieważ książka to dla mnie nadal coś wyjątkowego, więc wyrywanie kartek w takim celu to jednak profanacja.


Oto przepis na szybką weekendową robótkę ręczną: Potrzebna będzie ramka, stara żółta kartka z niepotrzebnej książki. Jeśli nie mamy żółtej to możemy kartkę potraktować wilgotną trebką czarnej herbaty - uzyskamy w ten sposób efekt "vintage" ;) Dla końcowego efektu będą potrzebne jakieś dodatki, mogą to być listki, piórka, suszone kwiaty...zdolniejsi mogą coś namalować od ręki, a reszta na tej kartce może wydrukować ilustracje własnego wyboru. Rozumiecie, że możliwości jest niemało. Decyzja należy do Was!






Pomysł na użycie starych książek chodził za mną już jakiś czas. Specjalnie w tym celu zebrałam latem listki z drzewa ginko. Trwało to trochę, zanim zabrałam się w końcu za realizację... Zresztą mam jeszcze kilka takich pomysłów w kolejce! Ale narazie pracuję nad pewnym pomysłem, mam nadzieję, że niedługo będę mogła pokazać Wam rezultat tych prac.

Życzę Wam udanego weekendu! Tutaj świeci słońce i jak na styczeń jest przyjemnie ciepło. Nie tęsknię za prawdziwą zimą, już bardziej za latem. Ostatni tydzień minął mi pod znakiem snu zimowego, widać natura nie daje się zwieść łagodnymi temperaturami - śpię sobie jak dziecko! :)

 Do następnego!

Pozdrawiam Was ciepło,
Moni

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Spiżarka

Witam serdecznie!

Ano udało mi się zrealizować plan na weekend i ogarnąć spiżarkę. Zanim zaczniemy w niej buszować, pokażę Wam, na czym stanęło na dzień dzisiejszy.

To, co ja nazywam spiżarką, dalekie jest od odjechanych, wystajlowanych pomieszczeń, których pełno można naoglądać się w sieci. Jakiś esteta od siedmiu boleści wyżywał się tam przed nami, a mi nie chce się używać kilofa i zaczynać od zera. Mam więc trójkątne półki, które są absolutnie niepraktyczne! To jeden z tych kątów w mieszkaniu, nad którymi długo się głowiłam. Jak zaadaptować to, co jest i zrobić wygodną i przyjemną dla oka spiżarkę. Tak wygląda dziś, oto przedsmak:


Zmiany odbywały się etapami. Najpierw były tylko te kafelkowe półeczki (grrr), a pod oknem - nazwijmy to umownie - wolna przestrzeń. Możecie sobie wyobrazić co tam się działo naprawdę. :)

Potem wymyśliłam półkę pod oknem oraz koszyczki na ścianie. Zrobiło się lepiej. Ale jeszcze nie dobrze, więc wymyśliłam drugą półeczkę pod oknem. Jako ostatni etap zawiesiłam fajną firankę w zamian za jakiś kolorowy papier na szybie (gwoli zaciemnienia) oraz użyłam skrzynek zdobytych niedawno.
Nota bene za firankę posłużyła tym razem biała wyszywana ściereczka z płótna, którą dostałam w prezencie od teściowej. Za bardzo mi się podoba, aby zmarnować ją do codziennego wycierania garów.




Kilka detali:










Te trókątne półki są niepraktyczne, bo nie można sensownie ułożyć rzeczy i marnuje się cenna przestrzeń. Ale narazie nie mam już pomysłów, jak jeszcze dałoby się tutaj coś usprawnić. Puszki, słoiki i pojemniki pomagają w segregacji. Dzięki temu potrzebne rzeczy są łatwiej dostępne. Mam jeszcze w planie pomalować kolorowe puszki w jednym odcieniu. Pewnie kiedyś i skrzynkami się zajmę, ale już widzę, że to będzie niekończący się projekt, bo tak dobrze się wpasowały. ;)

To tyle na dziś. Trzymajcie się, do następnego!

Pozdrawiam serdecznie,
Moni

PS. Dla tych, którzy wytrwali do końca bonus w postaci zdjęć "przed":


sobota, 4 stycznia 2014

Za kulisami

Dzień dobry Kochani!

Wczoraj wieczorem była u nas niezła demolka.:) Zakończyłam sezon dekoracji świątecznych. Jak już pisałam, w Niemczech od pierwszej niedzieli adwentu wszystko się mieni i świeci, ale krótko po Nowym Roku wszyscy pozbywają się świątecznych światełek, dekoracji oraz  (ledwo) żywych choinek. My nie inaczej - zresztą po miesiącu zaczyna mi ten świąteczny klimat ciążyć.
Inna sprawa to fakt, że ten rok rozpoczynamy wielkimi zmianami w salonie. Te zmiany właściwie zaczęły się już w grudniu zakupem nowej kanapy i zasłon, ale daleko nam do finiszu. Zresztą salon to jest temat na osobny post, a nawet kilka.

Zanim wszystkie moje cudeńka znikną w kartonach, kilka ostatnich ujęć.


Powyżej na zdjęciu "obciążnik", żeby nam choinka znienacka nie runęła. Przy ustawianiu jej i tak poleciała i były straty w bombkach, niewielkie na szczęście. Od kilku lat mamy żywą choinkę i powiem Wam, że mi się narazie odechciało. W przyszłym roku kupuję sztuczną!  


Na koniec gwóźdź programu: wyrzucanie choinki na ulicę (przez okno!). Zobaczcie:




Powyżej widok z drugiego piętra :) Ale mieliśmy frajdę! :) To odstawianie na ulicy jest normalną procedurą, choinki leżą na chodniku, a w przyszłym tygodniu zostaną zgarnięte przez MPO.

Życzę Wam miłęgo weekendu. Ja mam w planie ogarnąć spiżarkę, bo po świętach nastało jakieś cudowne rozmnożenie, nic nie mogę znaleźć. Wprowadzam też etapami kilka zmian. Jak się uporam, to Wam pokażę.

Do następnego!
Pozdrawiam,
Moni

środa, 1 stycznia 2014

Z kalendarzem przez życie

Witam w Nowym Roku!

Mam nadzieję, że dobrze go przywitaliście i kac nie doskwiera za bardzo!

Padły tutaj wczoraj takie życzenia, aby rok był twórczy. To chcę Was dziś przywitać pierwszym małym projektem diy.:) Nic wielkiego, akcja zrodziła się z potrzeby, bo połasiłam się w pracy na darmowy kalendarz formatu A5. Nic mu nie brakuje, spełnia moje potrzeby w pełni. Jego okładka była jednak czarna i smutna. Najpierw stwierdziłam, że się przyzwyczaję. Ale nie dała mi ona spokoju. Pomyślałam, że skoro chcę się otaczać ładnymi przedmiotami, to nie powinnam zapominać o tych drobnych, niepozornych. Szkoda czasu na kompromisy i prowizorki - życie to nie próba generalna!
Zresztą ja faktycznie z kalendarza podręcznego korzystam i wizja oglądania przez rok tej czarnej tandetnej okładki mnie nie bawiła.


Nie ma tutaj żadnej filozofii. Tajemnica dobrego wykonania tkwi w precyzji. Mi w tym pomogła ta szara mata, którą można używać również przy szyciu. U nas bardziej jest ona pomocna właśnie w pracach tego typu.
Papier, który użyłam kupił dawno temu Łuk w fajnym sklepie, raju dla zainteresowanych wszelkimi pracami ręcznymi. Przedstawię Wam go kiedyś.

Poza nożyczkami i linijką, przyda się również taśma dwustronna. To chyba najprostszy sposób na przyczepienie papieru. Na koniec okeiłam całość folią przylepną, bo sam papier mógłby do grudnia nie wytrzymać.

Krok po kroku w zdjęciach:








No i mam kwiecisty kalendarz. I nikt takiego nie ma! :) Jutro wracam do pracy, więc już niebawem wejdzie on do użytku.



Miłego dnia moi Drodzy!

Pozdrawiam Was serdecznie,
Moni

PS. Bez obaw, zdjęcia są z poniedziałku, czyli tak naprawdę to jeszcze projekt ze starego roku ;) Ale dobre zamiary też się liczą! :D