niedziela, 9 listopada 2014

25 lat minęło...

Hm, 25 lat to nie jest niestety mój wiek. ;) 25 lat minęło od mojego przyjazdu do Berlina... szmat czasu, ale o tym nie będę dziś pisać. Żyjąc tutaj nie mogę jednak nie napisać o innym jubileuszu, czyli o 25-tej rocznicy upadku Muru Berlińskiego dnia 9. listopada 1989 roku. Byłam już wtedy w Berlinie, ale jako nastolatka zajęta swoimi sprawami nie doceniłam znaczenia tego wydarzenia. Powspominajmy zatem trochę. Wiecie, ten mur upadł pamiętnego wieczoru w sumie trochę przez przypadek...;)


W 1989 świta polityczna NRD nadal wierzyła, że istniejący wtedy podział będzie trwać wiecznie, choć gospodarczo kraj był w ruinie, a system polityczny groteską. Aby "poluzować trochę kllimat" miała zostać wprowadzona w życie ustawa umożliwiająca obywatelom NRD wyjazdy za granicę, również na Zachód. Informacja o jej wprowadzeniu miała zostać przekazana na konferencji prasowej 09. listopada 1989 roku przez pracownika partii (SED) - Günthera Schabowskiego (czyt. Szabowski;)). Przełomowy był fakt, że coś ruszyło w sprawie wyjazdów za granicę. Ale to, co działo się potem i czego nikt się nie spodziewał, spowodowane było jednym pytaniem oraz na nie odpowiedzią. Jak widać nie wszystko jest w takich sytuacjach zapięte na ostatni guzik:

Pytanie włoskiego dziennikarza: Od kiedy obowiązuje ta ustawa?

Odpowiedź wyraźnie skonfundowanego Sch: Według mnie... od zaraz, niezwłocznie.
Nach meinem Wissen ab sofort... unverzüglich.


Skoro od zaraz, to się ludzie w Berlinie wybrali do przejść granicznych - daleko nie mieli, miasto wszak podzielone było w pół. Piękne dekatyzowane kurteczki, trwałe ondulacje, fryzury typu "z przodu krótko, z tyłu dłuższe", wąsiki, trabanty - tak to wyglądało. Ale przede wszystkim całe masy ludzi i ich wielkie napięcie. Na przejściach granicznych nikt jeszcze nie wiedział o tym "od zaraz".
Ludzie wychowani we wschodnim Berlinie mieli głeboko zakorzeniony respekt przed granicą - za wielu zostało zastrzelonych podczas prób ucieczki na drugą stronę. Czekali więc, napierali... aż w końcu jedno przejście za drugim otwarło bramki. Pierwsi to jeszcze jakiś dowód osobisty pokazywali, ale szybko wydarzenia przyjęły rozmiary masówki. Wielkie emocje, radość, łzy....


Co działo się potem, wszyscy wiedzą... dzisiaj Berlin hucznie obchodzi 25-ciolecie tego przełomowego wydarzenia. Jedną z akcji jest "granica światła". Tam gdzie kiedyś przebiegał mur dziś stoją latarnie. Miasto przeszło w tym czasie jedyną w swoim rodzaju transformację. Miesca, które kiedyś były marginalne, teraz znajdują się w centrum. Te latarnie uświadamiają jak mocno podzielony kiedyś Berlin zrósł się na nowo. Nie chce się wierzyć, że kiedyś stał tutaj MUR.



Zdjęcia robione przez Luka przy Bornholmer Strasse w dzielnicy Prenzlauer Berg. Te latarnie to oświetlone balony, dziś wieczorem symbolicznie zostaną puszczone w powietrze.

Do następnego,
Moni


15 komentarzy:

  1. To dziś u Ciebie hucznie :)). Radość jest obwieszczania w mediach i internecie, ale Twoja relacja jest osobista :)
    Świetnie :) Pozdrawiam!
    Marta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że było to w pewnym sensie wzruszające...
      Pozdrawiam serdecznie Marto!

      Usuń
  2. Fajnie to zobaczyć z Twojej perspektywy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Pozdrówka przesyłam!

      Usuń
  3. nastolatką? nie pomyliłaś się w rachunkach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Lucy muszę Cię rozczarować, ale niestety nic się nie przeliczyłam. Kiedyś z przyjaciółką się przezornie umówiłyśmy, że wspominając jakieś dawne wydarzenia, nie będzięmy rzucać żadnymi liczbami. Chyba się znów zacznę do tego stosować...
      Buziole!

      Usuń
  4. Właśnie oglądaliśmy w telewizji i poleciałam do Twojego bloga, bo pamiętałam, że stąd jesteś i proszę :-)
    Bardzo efektowny happening, myślę, że runąć powinny wszystkie takie dzielące ludzi mury na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod ostatnim zdaniem. Polkawszwecji pięknie to ujęłaś.
      ps. bardzo klimatyczne zdjęcia.

      Usuń
    2. Moniko, fajnie przeczytać, że tak mnie sobie pokojarzyłaś :) Mogę tylko za Trajbajową się podpisać, bo trafnie to ujęłaś.
      Pozdrawiam Was dziewczyny!

      Usuń
  5. dzięki, Kochana, że o tym napisałaś- człowiek wielu rzeczy nie wie, o wielu zapomina- a ta historia jest tak ważna. I piękne zdjęcia oczywiście . Całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. To prawda, ta historia jest ważna i pozytywna. W Berlinie namacalna...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Właśnie dwa dni temu natknęłam się na fantastyczne zdjęcia z tamtego dnia. Stylizacje ludzi dokładnie tak jak opisujesz ;) Ale najbardziej moja uwagę przyciągnęło nieskrywane wzruszenie na ich twarzach. Piękne Twoje zdanie o tym, że miasto się "zrosło". A te balony musiały super wyglądać!! Pozdrawiam i dziękuję za tego posta!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło mi. Z tymi balonami muszę Cię rozczarować. One leciały w górę już bez tego światełka i w ciemnościah były słabo widoczne. Spodziewaliśmy się czegoś innego, ale obchody w sumie godnie przebiegły ;)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Co za szczęście, że Ci ludzie wtedy byli tacy spontaniczni i wyruszyli w drogę, bo z pewnością nie tak wyglądały oficjalne plany tej ustawy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że ta akcja oficjalnie nie była zamierzona :)

      Usuń

Komentarze mile widziane! :)