Strony

środa, 21 maja 2014

Trasa turystyczna po centrum Berlina, czyli... nowa droga do pracy

Witam!

Wspomniałam ostatnio, że w związku z pozytywnymi zmianami w pracy, musiałam zmienić siedzibę. W zasadzie nie jest to jakieś szczególne wydarzenie, wręcz przeciwnie jest nieszczególne, ponieważ musiałam opuścić znane mi ścieżki i zacząć poniekąd od nowa. Ta zmiana ma jednak dwa poważne plusy: 1) Mam w końcu pracę na stałe, a to również w Niemczech dawno przestało być oczywiste. 2) Mam totalnie odjechaną drogę do pracy! I ja właśnie o tym dzisiaj do Was... :)

Od jakiegoś czasu śmigam sobie do pracy rowerem. Zima w tym roku była łagodna, a na dodatkowe godziny na siłowni nie mam czasu. Połączyłam więc pożyteczne z pożytecznym (tak, tak z przyjemnością przy 9 km w jedną stronę i pod górkę bywa różnie!). Droga do poprzedniego miejsca pracy była gładka, można było szybko i sprawnie się poruszać, ale prowadziła praktycznie przez tereny przemysłowe i była mało spektakularna, by nie powiedzieć, że nudna.

TERAZ jest inaczej. Mam bliżej, co nie znaczy że jestem na miejscu szybciej. Muszę bowiem przejechać przez centrum. Kochani, mijam teraz miejsca, gdzie "normalny" mieszkaniec Berlina nie bywa, spotkać tam można jedynie turystów! :) Poza tym, jak się przekonałam, to rzekome centrum to jedna wielka budowa i muszę objeżdżać wielkim kołem. Niemniej przy letnich temperaturach jakie nastały, droga do pracy lub bardziej z pracy stała się wielką przyjemnością! Zanim mi to wszystko znormalnieje i przestanę się tym cieszyć i dziwić, zrobiłam kilka zdjęć. Zapraszam Was na wycieczkę po Berlin-Mitte. Ale wiecie, że ze mną rzadko jest standartowo: wycieczka prowadzi "bokami" :)

Zaczynamy na Axel-Springer-Strasse i jedziemy w kierunku centrum.


Mijamy niepozorną uliczkę blisko Ministerstwa do Spraw Zagranicznych oraz te domeczki, tzw. Townhouses. Swego czasu tego typu dom był moim marzeniem, ale chyba do śmierci nie zdążę na taki zarobić, więc mi przeszło. Idea jest taka, że na niewielkiej powierzchni, która w mieście jest cenna, buduje się dom jednorodzinny wielokondygnacyjny. Ciekawe rozwiązanie, coś dla sportowców (schody!).


Jedziemy dalej i natrafiamy na wspomnianą budowę, która mocno psuje mi szyki, a raczej trasę.


Już kawałeczek dalej rzeka Szprewa (Spree). Po jednej stronie widok na Nikolaiviertel:


Po drugiej na katedrę oraz... budowę. Budowa nowego lotniska stała się farsą, miasto nadal boryka się z poważnymi długami, a tu proszę: w centrum miasta odbudowywany jest zamek (Berliner Schloss). Hm, mam mieszane uczucia wobec tego projektu, bo wydaje mi się zbędny. No ale "niech im będzie". W tym miejscu stała przedtem duma NRD, czyli Palast der Republik. Zburzony z powodu azbestu oraz ogólnej brzydoty. ;)


Poniżej wejście do Nikolaiviertel. Dodam, że zdjęcia do tego momentu to zaledwie odległość ok. 2 kilometrów. To niesamowite, jaka panuje tutaj mieszanka architektoniczna. Śmiem twierdzić, że jest to niespotykane, co nie znaczy, że w tych okolicach jest wyjątkowo ładnie - przeciwnie. Dzięki wpływom nadwornych architektów z czasów dawnych (czyt. komunistycznych), panuje tutaj niezła rozpierducha, że pozwolę sobie nazwać to nader kolokwialnie.


Mijamy bokami najpierw Alexanderplatz oraz z drugiej strony Hackescher Markt i jesteśmy przy Instytucie Cervantesa.


Teraz jedziemy pod górkę, bo nazwa dzielnicy Prenzlauer Berg, gdzie mieszkam, nie jest przypadkowa. Zaczyna się inna okolica, stare kamiennice, knajpy i knajpeczki. Tylko turystów niezmiennie dużo.



Kto zauważył konia? (Drugie zdjęcie od dołu)

Tym sposobem dojechaliśmy prawie do celu. Takie oto okolice mijam teraz dwa razy dziennie. Cieszę się, bo lubię ten miejski zgiełk i mam go teraz w nadmiarze.

Następnym razem będzie (chyba) o farbie i lodówce, bo się w końcu realizuje projekcik. Pozatym wnętrzarsko cisza. Mam wprawdzie nowe poduchy w salonie, ale nie mam czasu ich wyprasować i nie wiem kiedy będą gotowe do pokazania.

To tyle, do następnego, oby wkrótce!

Serdeczności,
Moni