Strony

środa, 5 lutego 2014

Znajda, czyli marzenia się spełniają!

Witajcie Kochani!

Zaobserwowałam coś zadziwiającego: czas wirtualny upływa znacznie szybciej niż ten w realu. Zauważyliście to i Wy? Przez ostatnie dwa tygodnie zwolniłam blogowe obroty. Dwa tygodnie, a mi wydaje się, że minęły dwa miesiące! Nie, nie znudziło mi się blogowanie, ani nie brak mi pomysłów. Ale wiecie jak to jest, albo brak czasu w kawałku coś skrobnąć, albo światło do zdjęć beznadziejne, albo leń człowieka ogarnia... no i tak dni mijają. Potem się trudno rozkręcić, a dni mijają...

Teraz to wogóle mamy ferie zimowe i jestem tylko przejazdem w domu, więc wpadam do Was na chwilkę. Słońce za oknem i dodatnie temperatury, to okazja aby w końcu - na szybko wprawdzie -  zrobić kilka zdjęć tytułowej znajdzie.

Dla tych z Was, którzy dłużej mi towarzyszą, to żadna nowina, że kręcą mnie starocie. A chyba największą radość sprawiają mi takie prawdziwe odrzutki, czyli znajdy ze śmietnika :) Kiedyś przedstawiłam Wam walizkę znalezioną na podwórkowym śmietniku, była też bambusowa ławeczka, która służyła nam jakiś czas na działce. O stole, krzesłach i metamorfozie, jakiej się na nich dopuściliśmy pisałam tutaj. Myślę, że gdyby się tak zastanowić, może coś by mi się jeszcze przypomniało. Nieważne.


Dziś pokażę Wam najnowszą znajdę, cudo prawdziwe! To fotel bujany, odkryty na stosie śmieci po remoncie przedszkola, które mijamy w drodze do szkoły. Zauważył go Łuk, który ma dyżur odprowadzania rano i dał mi zać. Ja Małą Mi zwykle ze szkoły odbieram. Po południu fotel nadal leżał sobie pod kołderką ze śniegu. No nie mogłam go tam tak zostawić, tym bardziej że wydawał się być w dobrym stanie! Zapytałam więc grzecznie, czy mogę zabrać, bo wygląda na to, że nie jest już potrzebny. No i jest! Nie mam jeszcze pomysłu jak go odmłodzić, czy wogóle go ruszać. Całość jest w całkiem dobrym stanie, jedynie tapicerka jest trochę zużyta.




Wiecie co jest najlepsze? Jako mała dziewczynka MARZYŁAM o fotelu bujanym! Wtedy był to dla mnie szczyt luksusu i wygody, ale potem trochę to marzenie poszło w zapomnienie. Spełniło się w dość niespodziewany sposób :)




Na zdjęciach można dojrzeć naszą kanapę, grudniowy zakup. Okazała się tak wygodna, że rzadko z niej schodzimy i po weekendzie tyłki nas od wylegiwania bolą ;) W tle również nowe zasłony, ale pokój wymaga jeszcze kilka zabiegów wykończeniowych.

Ostatnie kilka dni spędziliśmy praktycznie offline, pomyślałby kto, że w puszczy. Odwiedziliśmy bliski nam Wrocław, który przyjął nas iście wiosenną pogodą. Dzięki temu były liczne spacery, a odwyk od techniki wszelkiej dobrze nam zrobił.

To wszystko na dziś. Od poniedziałku wracamy do obowiązków i codzienności, ferie trwają niestety tylko tydzień. Tak więc do poczytania niebawem!

Pozdrawiam cieplutko!
Moni

PS. Jak mnie tu nie było, przeczesywałam nałogowo pinterest ;)