Strony

piątek, 25 października 2013

Sushi mnie

Witam Was serdecznie!

Nie jestem ekspertem od sushi, ale lubię zjeść od czasu do czasu kilka rolek. Generalnie chętnie jadam poza domem, ale sushi najbardziej smakuje mi domowe, robione przez nas własnoręcznie. Uwielbiam tę mieszankę smaków, towarzyski wątek oraz zabawę przy produkcji. Sushi jest zaskakująco proste w wykonianiu. Chciałam Wam ten mój domowy sposób przedstawić, bo to idealny pomysł na przekąskę we dwoje, z przyjaciółmi lub z rodzinką - a jaka frajda dla dzieci! Może skorzystacie?


Zaczynamy. Z przyrządów potrzeba niewiele, a te oryginalne, jak np. bambusową łyżkę, łatwo zastąpić tym co w kuchni mamy i tak. Pozatym:

Ryż lepiący zakropiony odrobiną octu, te kwadraty z alg, marchewka i ogórek, pokrojone w cieńkie paseczki, łosoś wędzony oraz - do smaku - sos sojowy, marynowany imbir i dla hardkorowców wasabi, uwaga OSTRE!




Teraz ryż na algi, rozprowadzić rónomiernie, ale zostawić cieńki pasek, który na koniec musi być lekko namoczony, aby rulonik się skleił i trzymał fason. Następnie ładnie układamy, co tam mamy i zwijamy.



Na koniec jeszcze precyzyjne cięcie, kawałki robimy nie za szerokie, coby nam się elegancko w buzi mieściły. A potem to już szybko wcinamy, żeby nam inni nie zjedli. Smacznego!




Muszę Wam jeszcze napisać, że sprawilliście nam wielką radość tak pozytywnymi komentarzami pod dywanowym postem. Krótko po zakończeniu całej akcji, przeżyłam jeszcze chwile napięcia. A było to tak: Jak pisałam zależało nam na polskim tekście, ale skończyło się na angielskim z braku innego pomysłu. Pomysł przyszedł, jednak na szczęście za późno. Piszę na szczęście, ponieważ podczas jednej z sesji na youtubie wpadł Łukowi w oko pewien wiersz (?) - Tuwima, w którym często powtarza się zwrot "pocałujcie mnie wszyscy w dupę". Nie mam nic przeciwko lekkiej pikanterii językowej, ale jako pisane motto ogniska domowego, to dla mnie jednak przesada. Szczególnie przez wzgląd na Małą Mi, która chłonie jak gąbka. Za to Łuk lubi czasem pójść pod prąd;) No ale dywan jest już zapełniony literkami i nijak nie zmieści się ta jakże głęboka i czasem prawdziwa setencja! Ufff.

Kochani, życzę Wam udanego weekendu!

Pozdrawiam ciepło
Moni

PS. Tak, tak - pamiętam, że jeszcze nie tak dawno zarzekałam się, że nie będę pisać o kulinariach. Się zarzekałam i proszę jest wpis o jedzeniu :) Kobieta zmienną jest, czyż nie ;)