wtorek, 20 sierpnia 2013

Pocztówka z podróży - Krym, Ukraina, cz. 1

Witam serdecznie!

Czas na zapowiedziane relacje z Ukrainy. Będzie o dwutygodniowym wyjeździe na Krym, który długo już nam chodził po głowie. Tym razem byliśmy tylko w trójkę, ale tradycyjnie z plecakami i indywidualnie. Opowiem Wam, gdzie się zatrzymywaliśmy i co widzieliśmy.

Tak jak plan wyjazdu do Wietnamu wzbudzał głównie pozytywne zainteresowanie, tak reakcje na wyjazd na Ukrainę zasłyszane tu i ówdzie były znacznie bardziej zróżnicowane. Ciekawe było szczególnie to, że zdania o Ukrainie były tym bardziej negatywne, im mniej dana osoba wystawiała nos poza swój rejon. Mogłabym się długo rozwodzić, ale nie zamierzam nikogo nawracać. Zrobię inaczej - napiszę Wam jak tam naprawdę jest! :)

Nasza trasa to:

Simferopol - Teodozja - Jałta - Sewastopol - Kijów



1. Simferopol

Właściwie o samym Simferopolu niewiele mogę napisać. Wylądowaliśmy (lot z Berlina przez Rygę linią Air Baltic) ok. godziny 1.30 w nocy i zostaliśmy odebrani z lotniska, co już wcześniej ustaliłam. Koszt tego przejazdu to 15 USD, niemało za 12 km, ale zależało nam na sprawnym dojeździe z powodu późnej godziny. Nocleg mieliśmy zarezerwowany w guest house on suvorovskij spusk. To niewielki i wygodny hotelik w centrum miasta, komunikacja mailowa w języku ang.  funkcjonowała sprawnie, za co są godni polecenia. Nie podawano tam śniadania, tak więc dość szybko udaliśmy się na pierwsze zwiedzanie. Simferopol przywitał nas ulewą, ale to już klasyk. Jakieś fatum pogodowe nad nami wisi, bo nawet w tropikach witają nas chmury i deszcz. ;)

Nie planowaliśmy dłuższego pobytu tamże, naszym celem było dotrzeć jeszcze tego samego dnia do Teodozji, gdzie mieliśmy zarezerwowany hotel. Komunikacja na Krymie jest dobrze zorganizowana, bez problemu udało nam się kupić bilety na autobus. W sezonie autobusy kursują często, a bilety zawierają miejscówkę, więc jest kulturalnie i bez napięcia. Tylko my woły, władowaliśmy się do nie tego autobusu zajmując czyjeś miejsca ;) Dzięki temu zrozumieliśmy system! Autobusy odjeżdżają nawet w odstępach co 15 - 20 minut, dlatego poza miejscem należy sprawdzić również, czy nadeszła pora odjazdu. Cena przejazdu z Simferopola do Teodozji za trzy miejsca oraz dwa bagaże to ok 50 zł.

Simferopol - sceny z miasta

Simferopol - Trolejbus na placy dworcowym

2. Teodozja

Zaskakująco sprawnie i szybko dojechaliśmy. Teodozja położona jest trochę peryferyjnie i uchodzi za kurort, choć oficjalnie tego statusu nie posiada. Nasz hotel, jak się okazało  mieścił się blisko dworca autobusowego, co było wygodne. Niestety był dość daleko od centrum, trochę się tam nachodziliśmy. Mieliśmy za to okazję poznać Teodozję od tej mało reprezentacyjnej strony. Miejscowość nie przypadła nam do gustu. Gdyby nie opłacony hotel, który nie jest godny polecenia (Dream Hotel), to już wcześniej  ruszylibyśmy w dalszą podróż. Spędziliśmy tam ostatecznie 2,5 dnia. Wystarczyło, aby zwiedzić trochę miasto, głównie na piechotę - jeszcze nie wiedzieliśmy jak się jeździ marszrutkami.

Teodozja - powrót do przeszłości
 Mimo zmiennej pogody posiedzieliśmy  również na plaży. Plaża jest dość wąska, lekko kamienista i przerwana jakimś kanałem czy rzeką, odpada więc dłuższy spacer. Ponieważ byliśmy w wakacyjnym sezonie było dość tłoczno. Poza Rosjanami nie było tam obcokrajowców. My wtopiliśmy się w masę i nikomu przez myśl nawet nie przeszło, że nie jesteśmy swoi i co za tym idzie, że nie rozumiemy dobrze języka. Czasem ludzie się dziwili, zazwyczaj byli wyluzowani, zaciekawieni i chętnie wdawali się w rozmowę... no i jakoś tak po polsku i rosyjsku się dogadywaliśmy. Podpadł nam porządek oraz...brak chamstwa. Papieroski palone przy koszu na śmieci, butelki odstawiane do skrzynki, dzieci korzystają z wielu ulg, a nad wszystkim czuwa Pan Uważacz w spodniach moro. Zaskoczyło nas to, bo nasze wyobrażenia szły raczej w odwrotnym kierunku.

Morze się burzyło i miotało algami, ale dziecko miało frajdę!
Jeżeli zaś chodzi o jadło, to mieliśmy raj na ziemi, miodzio w ustach i w ogóle pycha. Natrafiliśmy na bar mleczny, gdzie w bardzo klasycznym stylu podawano obiady, a pani zliczała wszystko na liczydle! Wczasowicze  w porze obiadowej  ustawiali się tam w kolejce, co oczywiście jest dobrym znakiem. Obiad to był zdecydowanie highlight dnia - tanio, smacznie i swojsko. Nie szukaliśmy już innej jadalni.

Teodozja - jadalnia pierwsza klasa!

Teodozja - Budka z kwasem, mniam
Teodozja nie jest mała, obejść na piechotę to już większa wycieczka. Miasto jest dziwnie rozplanowane, bo plaża od reszty odcięta jest torami kolejowymi. Nie ma mowy o urbanistyce i planowaniu miasta, wszystko wydaje się przypadkowe i nieprzewidywalne. Pod względem architektury czuliśmy lekki niedosyt, za to przyglądanie się ludziom było niezmiernie ciekawe!
Nie spotykaliśmy w ogóle okularników, za to my oboje nosimy okulary i zwracaliśmy tym na siebie uwagę :) Nam podpadło jeszcze, że prawie wszyscy mają niebieskie oczy!

Teodozja - sceny z miasta
Teodozja - widok na cerkiew z dworca autobusowego

Polecam tę miejscowość jedynie w trakcie dłuższej podróży, kiedy to nie liczy się każdy dzień. Być może w następnych latach wiele się tam zmieni, bo byliśmy świadkami odnawiania centrum, które jest stare i bardzo sympatyczne. Ale według mnie nie jest to miejsce, które trzeba koniecznie odwiedzić. Mój bliski znajomy, którego babcia tam właśnie mieszka, przyznał się, że wytrzymuje tam najwyżej dwa dni. U nas było podobnie. :)

To tyle jak narazie. Miłego czytania i do następnego!

Moni

update
tutaj część druga 

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. W detalach to nie zawsze było pięknie, ale zawsze było ciekawie!

      Usuń
  2. Marzy nam się taka podróż mąż podziwia Ukrainę za zabytki, tanie piwko i dobre jadło. ja niestety jeszcze tam nie dotarłam ale kto wie może za rok :) pozdrawiam piękna dokumentacja zdjęciowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło mi Ciebie tutaj goscić! Oby się się Twoje marzenie spełniło! Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Mam niedosyt i proszę o więcej. Dużo słyszałam o Ukrainie ale i z tej pozytywnej strony. Cieszę się, że mogę pogłębić swoją wiedzę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło mi, że zawitałaś na dłużej! Dalszy ciąg się robi, mam jeszcze co nie co w zanadrzu. :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. oh! znam te klimaty, parę lat temu gościłam we lwowie...a nie było budek z lemoniadą, ze szklankami na łańcuchach?

    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie spotkałam ;)Do Lwowa też chciałabym jeszcze pojechać. pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  6. Na to wlasnie czekalam, na relacje z Ukrainy, duzo slyszalam, a nigdy nie widzialam. Mam nadzieje kiedys tam pojechac, widze , że warto:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto! To taki ciekawy miks, niby swojsko, ale jednak trochę inaczej. Nam udało się zwiedzić zaledwie mały jej kawałek. Ściskam!

      Usuń
  7. Lubicie jeździć pod prąd. Podziwiam, bo wrażenia na pewno inne, prawdziwsze, niż na wycieczkach zorganizowanych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ładnie to opisałaś! To prawda, "przebijając" się samemu częściej masz kontakt z ludźmi i to w różnych sytuacjach. To też najbardziej chyba w podróżowaniu mnie ciekawi, czasem bardziej niż pocztówkowe zabytki ;)

      Usuń
  8. Absolutnie podziwiam Was za determinację podróżniczą i z przyjemnością podczytuję relacje:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana wspaniała relacja :) czekam na wiecej :)) buziaki

    OdpowiedzUsuń

Komentarze mile widziane! :)