Strony

piątek, 19 kwietnia 2013

Zabawa w dom

Uppps! Jakiś gnom przejął na chwilę kontrolę i przedwcześnie opublikował niegotowego jeszcze posta... Ale opanowałam zawadiakę;)

Która z nas nie marzyła w dzieciństwie o domku dla lalek?! Aby zachęcić Was trochę do wspomnień z dzieciństwa, pokażę Wam pewien dom... a raczej domek. Domek dla Barbie, zrobiony własnoręcznie.  

Domek dla Barbie w całości

Domek powstał jako prezent na urodziny Małej Mi. Wielokrotnie wspominała, że jej lalki nie mają przyzwoitego lokum. Tyle że ona miała na myśli taki różowo-platikowy, za 170 euro! Mogłabym w tym miejscu cały wątek rozwinąć na temat zabawek tych kupnych i robionych ręcznie... Każdy rodzic, nierodzic zresztą też, domyśli się, że temat jest niełatwy i złożony. Na pewno do tego wrócę, bo ciekawią mnie też Wasze zdania. Dziś skoncentruję się na samym domku. Zresztą on dobrze odzwierciedla naszą postawę na ww. temat.

Pięterko z łazienką, sypialnią i... zombi!

Jasne dla nas było, że taki domek zrobimy sami. Mała Mi została wciągnięta w projekt, tak aby napewno był wg. jej wyobrażeń, bo inaczej byłby foch! ;) Korpusem zajął się Łuk. Z jego zamiłowaniem do takich prac była to raczej frajda. Mniej więcej przemyśleliśmy wymiary, żeby się lale pomieściły, no i żeby domek miał swoje miejsce w pokoju. Następnie zaczęło się malowanie, tapetowanie(!), upiększanie. Tutaj bardziej ja przejęłam pałeczkę, choć np. o wyborze kolorów decydowała Miriam i pomagała w wykonaniu. Domek powstawał etapami, tak żeby była dobra zabawa, a nie kolejny obowiązek.

Kuchnia

Jest nawet miejsce na kuchnię oraz łazienkę z wanną! W sumie cztery pomieszczenia i płaski dach z basenem :) Ale czasem na dachu mieszka koń... Samym urządzaniem oczywiście zajmuje się Mała Mi. Na tym polega jej zabawa. Przestawia i robi po swojemu. Kto wie, może w ten sposób złapie wnętrzarskiego bakcyla? Na razie chce mieszkać na wsi (!) i zajmować się zwierzętami, w szczególności końmi. No comment.


Trudno mi ocenić koszta, ponieważ niektóre materiały mieliśmy na składzie (deseczki, papier, farbki). Z potrzebnym czasem jest tak, że jak się sprężyć to i weekend wystarczy. Ale bardziej chodziło nam o to, żeby była to możliwość spędzania czasu razem w ciekawy sposób. Wtedy nie odgrywa roli to, jak długo trwa wykończenie.
Oczywiście trochę trzeba się znać na materii, nie będę się wywodzić, bo to domena Łuka.
Dla niego zabawa się nie skończyła, bo brakuje jeszcze kilku mebelków. Jest już stół, kanapa oraz szafa, ciekawe co Mała Mi wymyśli jako następne : Tata, zrobimy szafę teraz... Tak to się mniej więcej odbywa.
Widać na zdjęciach, że plastikowe dodatki mieszają się z takimi ręcznie dorobionymi. Staramy się wpoić dziecku zamiłowanie do działania samej, do radości i dumy z wykonanej pracy, nawet jeżeli ta nie odpowiada normom. Ten wszechobecny plastik nam tego nie ułatwia. Nie zabraniamy jej jednak takich zabawek w przekonaniu, że zakazane niepotrzebnie nabiera czaru i wagi.



Pobawiłybyście się takim domkiem? Ja sama nigdy Barbie nie miałam, choć bardzo o niej marzyłam, takie czasy były... Ale miałam inne fajne rzeczy, a resztę sobie właśnie dorabiałam sama i zabawa była przednia!

Zostawiam Was z domkiem, puśćcie wodze wyobraźni lub wspomnień...
Ja Wam życzę udanego, słonecznego weekendu i przesyłam ciepłe pozdrowienia!
Moni