Strony

wtorek, 9 kwietnia 2013

Rower w sypialni, czyli sztuka kompromisu

Witam!

Właściwie całe zagadnienie zawarte jest w tytule i nie trzeba wiele dodawać... jednak nie byłabym sobą, gdybym nie rozwinęła tematu. Wątek jest wprawdzie złożony, ale przyjrzymy mu się na luzie i z odpowiednią dozą dystansu oraz poczucia humoru.


Wnętrzarska blogosfera jest domeną kobiet, zgodzicie się pewnie ze mną, bo to zauważenie nie jest przecież odkryciem. Oczywiście wiem, że zasięg moich obserwacji jest - jak na możliwości internetu - dość wąski.  Niemniej z wpisów śledzonych i odwiedzanych przeze mnie blogów wynika, że większość z nas, blogerek żyje w związkach międzyludzkich, w skład których wchodzą zazwyczaj mężczyźni, często dzieci oraz różnej maści czworonogi.

Niezmiernie mnie ciekawi, a czego prawie nie znajduję na blogach, jak na te kobiece dekoratorskie zapędy zapatrują się mężczyźni. To im poświęcony jest ten post, a Mojemu w szczególności ;) Piszcie dziewczyny, co wiecie na ten temat i jak to jest u Was, bo dla mnie jest to swego rodzaju zagadką.


Tutaj podejdę do tematu z wlasnego doświadczenia. Tytułowy rower w sypialni jest w tej kwestii bardzo znamiennym symbolem.

Mój związek z Łukiem, trwa już na tyle długo, że mamy za sobą kilka faz. Jedna, bardzo istotna, dotyczy właśnie naszych wyobrażeń na temat mieszkania, jego wystroju i funkcjonalności. Na początku było... różnie, ale salomonowo podzieliliśmy nasze pierwsze wspólne dwupokojowe mieszkanie na strefy. Kwestie takie jak porządek były jednak nadal burzliwie dyskutowane, bo  nasze wizje tutaj się dość mocno różniły ;) Teraz jesteśmy w trójkę i mamy trzy pokoje, choć te dyskusje czasem bywają, osiągnęliśmy chyba pewną równowagę.

Nie mogę powiedzieć, że wszystko jest po mojemu. Ciągle szukamy złotego środka, aby nasze potrzeby zostały jednak uwzględnione. Ostatecznie to ja zaproponowałam (to jest moja wersja wydarzeń i będę się jej trzymać :D), aby rower stanął w pokoju, bo jest wartościowy i na okrągło używany przez Łuka (no chyba, że leży śnieg). Za to przejmuję w pełni pewne sektory i wyżywam się dekoratorsko (choć staram się brać pod uwagę funkcjonalność, bo inaczej nie przejdzie).


Wiem, że takiego typowo romatycznego, pastelowego i koronkowego wystroju bym nie przeforsowała i zastanawiam się, jak robią to inne kobiety i co na to ich mężczyźni? Trochę trudno mi uwierzyć, że się podniecają falbankami. Mój się nie podnieca, wręcz przeciwnie dekorację dla dekoracji toleruje, ale raczej mało go rusza. Choć są wyjątki od tej reguły. Co innego np. zrobić mebelek dla lalek - nieważne, że w święta nasz dom zamienił się w warsztat stolarski... Szafa dla Barbi wyszła bezbłędnie. Ja w takich momentach pocieszam się, że kiedyś jednak wszystko wróci do (mojej) normy! :)

To się rozpisałam! Rower rowerem, ale zobaczcie jak ładnie ułożyłam poduszki na łóżku :D

Pozdrawiam Was serdecznie!
Moni