czwartek, 28 marca 2013

Wiosenne malowanie, cz. 2 (ostatnia)

A więc jestem, aby zdać relacje z tego odważnego przedsięwzięcia, które tutaj zapowiedziałam.

Dla przypomnienia, było tak:



Na poczatek dobre wiadomości:

Za sprawą Kasi, która trzymała kciuki, wszystko odbyło się gładko i sprawnie. Wprawdzie pytanie Lucy mnie trochę zmroziło, bo wiadomo jest, że jak zabraknie farby to na czuja dorobić nie da rady i trzeba malować jeszcze raz. Ale dobrze obliczyliśmy ilość (lata doświadczenia!) i nawet jeszcze trochę nam jej w końcu zostało.

Mieszanie farby też odbyło się bez większych wpadek. Łuk do zadania podszedł profesjonalnie i wyciągnął nawet wagę, że niby będzie miał pod kontrolą proporcje. Teoretycznie można by dorobić, gdyby miało zabraknąć (a jednak myśleliśmy o takiej ewentualności). Już kolor wstępnie został ustalony i na ścianie wypróbowany, już zaczęłam machać wałkiem po ścianie (tak, tak, to ja miałam dyżur!), a tu Łuk stwierdza, że jednak za jasny i trzeba jeszcze niebieskiego dodać. Nooo i się zaczęło: kropla szarego, pół kropli niebieskiego...




Zanim przejdę do złych wiadomości muszę wspomnieć krótko pewne traumatyczne doświadczenie, które nas kiedyś spotkało. Malując sypialnię na kolor kawy z mlekiem, wyszło espresso i to bez mleka. Pokój nie należy do najjaśnieszych i zrobiła się kaplica. Musieliśmy niestety te ogromne ściany (nasze mieszkanie ma 3,30 m wysokości!) przemalować i rozjaśnić. Teraz mamy traumę, że przesadzimy z pigmentem.

Czas na złą wiadomość:

Kolor wyszedł bardzo delikatny. BARDZO. Szarości można się domyślić patrząc na załamanie z sufitem, pozatym to raczej szara biel, hm. Nie jest źle, ale więcej nasycenia chyba by nie zaszkodziło. Ostatecznie rezultat mnie nie dziwi, pisałam przecież, że kolor ZAWSZE wychodzi nam inaczej niż założymy. Czy tylko my tak mamy?!


Jest jeszcze jedna zła wiadomość: Ta szarość podkreśliła, że kolor drzwi to z kolei zżókła biel, która GRYZIE się z czystą szarością. Jaki morał z tego? Olać wszelkie prace, bo jedna ZAWSZE pociąga za sobą następne :)
Akurat drzwi nie planowaliśmy ruszać, bo to będzie większa akcja. Pozatym szroniebieskie lamówki pasują do naszego nowego koloru ścian. Czas na odsłonę.




Ostatecznie jestem zadowolona, ściany czyste, roboty zakończone. Teraz mogę się zabrać za pisanki...

Pozdrawiam!
Moni


3 komentarze:

  1. A mi się podoba - delikatny i w ogóle nie zwróciłam uwagi na to, że drzwi sie gryzą - nie gryzą się - naprawdę :)
    Jest super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi sie calkiem podoba, najważniejsze, że wygląda świeżo. Z drzwiami mamy ten sam problem, tymi kuchennymi, dlatego latem i one bedą wymagać odświeżenia. My nie mielismy problemu z farbą, bo jej nie rozcieńczaliśmy, kupowaliśmy puszki - moze drożej, ale za to gdy niestarczy można zawsze dokupić a i kolor jest wydajniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki dziewczyny za feedback :) Po pierwszym szoku jestem zadowolona i cieszę się, że sprawnie nam poszło. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Komentarze mile widziane! :)