Strony

piątek, 15 marca 2013

Domowe niezbędniki Nr. 2 - dla czyścioszków

Wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot - porządki wiosenne pochłonęly mnie na całego. Jak wichura idę przez mieszkanie, przy okazji wpadając na 1000 nowych pomysłów, co możnaby zmienić, nie bacząc na to, że inne 1000 pomysłów czeka na realizację...

W tym temacie chcę przedstawić dziś pewnego pomocnika domowego, niezbędnego szczególnie tam, gdzie są dzieci, koty, psy, gdzie się dużo wycina, klei i gdzie jest mało czasu oraz ochoty na sprzątanie!


Mowa o mrówkojadzie, tzn. bezprzewodowym odkurzaczu podręcznym. Polecam ten gadżet! Ciekawostką jest, że jeszcze w nie tak odległej przeszłości trochę bawiło mnie, że można taki odkurzacz posiadać! We mnie ta potrzeba posiadania narastała powoli, dojrzewała sobie... A teraz korzystam, poprostu (i dziwię się, że dopiero teraz mnie oświeciło, jaka to przydatna rzecz!).

Przy zakupie ważna jest jedna sprawa: Trzeba zwrócić uwagę na techniczne dane i NIE kierować się wyglądem (że różowy, albo w kwiatki, albo w kryształki Svarovskiego), a wyłącznie MOCĄ. Dlatego polecam zlecić ten zakup technicznie zainteresowanym;) Ważne dlatego, że jak gadżet będzie miał za mało mocy, to będzie słabo wciągał śmieci. Stanie się kolejnym gratem i zbędnym wydatkiem. Byłoby szkoda...

Nasz odkurzacz jest firmy RYOBI - nie wiem niestety czy ich produkty są dostępne w Polsce. To jest firma, która produkuje rownież urządzenia ogrodnicze takie jak np. kosiarki.  Jak widać na zdjęciu, sprzęt kojarzy się bardziej z narzędziem budowlanym niż ze sprzętem AGD, chociaż mi akurat ta zieleń pasuje pod kolor ścian w kuchni ;) Faktem jest, że używamy często. Schowałam to cudo tak, aby było szybko dostępne, co jeszcze bardziej zachęca do użytkowania. Proste w obsłudze (jeden guzik) oraz opróżnianiu (wyciąga się ten czarny przód i wysypuje śmieci prosto do kubła).





To tyle ze sprzątalniczego frontu. Jak się uporam, to zajmę się dekoracjami. Jest więc duża szansa, że następny post będzie mniej techniczny, a bardziej dziewczęcy :)

Do następnego,
Moni

PS. O domowym niezbędniku Nr. 1 pisałam tutaj.