Strony

poniedziałek, 11 marca 2013

Berlin Top 10 must see - subiektywnie!

Jak już zapowiedziałam, zapraszam Was na przejażdżkę po Berlinie... metrem. Dołączam tym wpisem do serii  

subiektywny TOP 10 mojego miasta.

Taki oto wątek zaproponowała Magda FouKlubu Polek na Obczyźnie (pozdrawiam Was, Klubowiczki!). Temat przypadł mi do gustu, bo przecież i tak chciałam tutaj tę moją stolicę przedstawiać. Nie będzie jednak numeracji, ponieważ niewykonalne byłoby nadanie rangi miejscom, które wymienię. Ale umownie będzie tych miejsc 10, choć pewnie będę ten wątek kontynuować.


Wsiadamy zatem do metra, a konkretnie do linii U2, przy stacji Schoenhauser Allee. Ta linia jest dość wyjątkowa, ponieważ symbolicznie łączy Wschód i Zachód Berlina, mija wiele kluczowych (dla tubylców jak i turystów) miejsc w mieście, jedzie częściowo na powierzchni, no i last but not least, widzę tę właśnie linię z mojego okna!



Pierwszy przystanek naszej wycieczki to następna stacja - Eberswalder Strasse. W tej okolicy polecam aż trzy miejsca godne uwagi:

Kulturbrauerei - (czyli stary browar, a teraz warzelnia kultury) dla zwolenników kultury wszelakiej oraz dla fanów salsy w szczególności. Znajdujący się tam Klub Soda w czwartki gra wyłącznie latynoskie rytmy, od 20 h można poćwiczyć kroki (wstęp 5 euro).
Pchli targ przy Eberswalder Strasse, który można odwiedzić w niedzielę. Pyszne jedzonko, ciekawe rękodzieła i dużo staroci  w jednym  przyciągają mieszkańców miasta oraz turystów, co niestety odbiło się na cenach. Ale klimat jest fajny i warto to obejrzeć.
Zionskirchplatz - spacer popularną aleją Kasztanową (Kastanienallee) doprowadzi nas do tego czarującego placyku. Nieaktywny kościół (na zdjęciu poniżej) pełni rolę sali koncertowej i jest otoczony dookoła starymi kamienicami. Z wieży, na którą można się wspiąć, widać panoramę centrum Berlina.


Jedziemy dalej, robiąc tylko małą przerwę, aby spojrzeć na

Alexanderplatz - tutaj metro jedzie już pod ziemią, za to na powierzchni spotyka nas jeden z większych grzechów komunistycznej budowlanki, bo jakoś cieżko nazwać mi to architekturą. Ten plac nie jest ładny, ale to centrum byłego Berlina Wschodniego, węzeł komunikacyjny oraz zakupowy - trzeba raz obejrzeć.


Mijamy kilka stacji:



Friedrichstrasse - to następny etap, kiedyś mieściły się tutaj punkty graniczne podzielonego miasta (Check Point Charlie). Wysiadamy na stacji Stadtmitte i przespacerujemy się po eleganckiej, starej i pięknie odczyszczonej ulicy, która teraz przyciąga głównie tych z grubymi portfelami;) Ale my oglądamy gratis, a potem kontynuujemy wycieczkę, następna wysiadka na stacji:

Potsdamer Platz -  to tutaj na początku lat 90-tych mieścił się słynny polski targ, gdzie można było kupić WSZYSTKO, co tylko dało się przemycić przez granicę :) Teraz to namiastka Nowego Jorku, tak mi się przynajmniej te wysokie budowle kojarzą. Można pospacerować, zrobić zakupy, przegrać resztę w kasynie lub obejrzeć jakiś musical. Tutaj właśnie odbywa się corocznie gala festiwalu filmowego Berlinale.



Teraz zabieram Was do miejsca, które lubię szczególnie (spędzałam tutaj wagary, daaawno temu!). Okolice Nollendorfplatzmetro znów wyjechało na powierzchnię. Na początek idziemy kilka kroków ulicą Maassenstrasse na

Targ przy Winterfeldtplatz - sobota to dzień zakupów na targach i bazarach, a ten jest kultowy! Fajni ludzie i do kupienia wszystko, czego dusza zapragnie! Stoiska z potrawami z najróżniejszych krajów, suweniry, wyroby ze skóry, zdrowa żywność itd., itp. Koniecznie trzeba się napić kawki przy stoisku u PRAWDZIWEGO Włocha - najlepsza! Potem u Araba kupić humus i świeży chlebek. Nie wykluczam, że i stoisko z polską kiełbasą się znajdzie:) Jak już nas rozbolą nogi, to na skraju targu będziemy oglądać przechodniów zasiadając w knajpce o  nazwie

Slumberland - na podłodze piasek, piwo podaje czarnoskóry barman, który jest tutaj od zawsze, fajna muza w tle...chyba nie muszę nic więcej dodawać?

Ale to nie koniec! Pominę wiele innych ciekawych knajpek. Dodam jeszcze tylko, że dla miłośników staroci znajdzie się tutaj kilka ciekawych sklepów. Pozatym od zawsze jest to okolica przychylna wszystkim kochającym tę samą płeć. Ale pod tym względem Berlin jest wyjątkowy i to jest temat do osobnego wpisu, np. przy okazji parady Christopher Street Day, obchodzonej latem. Tymczasem zabieram wycieczkę  do... 

Garażu - to miejsce dla zwolenników używanych ubrań. Ale nie byle jakie, tylko LEGENDARNE:) Kupuje się na wagę i jest tam poprostu...odjechanie, co ja Wam będę mówić.


Dobra, wystarczy tych alternatywnych klimatów. Ostatni raz wsiadamy do metra, znów wjeżdzamy pod ziemię i wysiadamy na kolejnej stacji, przy Wittenbergplatz. Znajdujemy się teraz właściwie w centrum byłego Berlina Zachodniego. Ostatnie miejsce, do którego Was zabieram to:

KaDeWe - to miejsce niezwykłe, z historią, tradycją, klasą. Czasem zamykane, aby w spokoju mogła zrobić zakupy jakaś osoba bardzo publiczna. Czasem napadane przez zbirów, mimo wszelkich zabezpieczeń, tyle w nim skarbów! Wystawy tego sklepu zakrawają o sztukę, a dział spożywczy to encyklopedia wszystkich smaków i potraw - nawet tych najbardziej egzotycznych...


To już koniec naszej wycieczki po Berlinie. Zaciekawiło Was?! Ja bawiłam się świetnie wymyślając i opisując przedstawione miejsca ;) Mogłam sięgnąć do naszego archiwum zdjęć, co mi ułatwiło zadanie, bo tutaj znów spadł śnieg i nie ma szans na udane fotki plenerowe. Wszystkie przedstawione tutaj zdjęcia są autorstwa Łuka.

Żegnam się już, pa
Moni