czwartek, 14 lutego 2013

Love is in the air...


Na blogach walentynkowe szaleństwo. Będąc w ubieglym tygodniu w Polsce podpadło mi, że dzień zakochanych jest mocno świętowany, a może raczej ...konsumowany. Nie mam nic przeciwko miłym okazjom, żeby okazać tak piękne uczucie. Razi mnie jednak komercja za tym stojąca.
Również i w Niemczech Walentynki są celebrowane, choć w porównaniu z Polską siła rażenia wydaje mi się jednak bardziej umiarkowana. No chyba że z czasem otępiałam na reklamowe chwyty, albo jestem już tak długo zakochana, że wypadłam z targetu!...:D

Nie ignoruję tego święta całkowicie, po prostu bardziej cieszą mnie chwile bez daty i przymusu: Rozbrajający żart, kiedy gotuję się ze złości (a zdarza mi się!), nieoczekiwany komplement, czułe słowo lub gest w tak zwanym międzyczasie i uczucie szczęścia, że mam u swego boku Partnera przez duże P.

Rozejrzałam się po mieszkaniu i korzystając z okazji (jednak!) uwieczniłam, gdzie u nas schowała się Miłość:

- w kamykach, które znaleźliśmy w podróżach - nie sposób takich nie zabrać...tylko drugi od lewej jest obrobiony, reszta to unikaty ;)


- tutaj Miłość na ...zielono:


- poniżej tak codziennie, ale miło zrobić Małej Mi śniadanie pełne serduszek!


no i na słodko:)


Kochane Czytelniczki (i Czytelnicy) życzę Wam Miłości Prawdziwej, Wielkiej, na miarę, takiej która JEST...nawet bez Walentynek:)


Miłego dnia!

Monika





4 komentarze:

  1. Kamienie... nic ich nie przebije!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale tu dziś ciekawie....!!!
    Zostawiam mojego maila...co byś była bezpieczna przed CIA ;)
    annastudio@onet.pl
    I czekam na kalosza...nie kałasza...;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to się stało...że nie byłam u Ciebie obserwatorem...???
    Wszystko naprawione...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dzieki za maila, no to teraz moge wysylac "kalosza" migiem:)

      Usuń

Komentarze mile widziane! :)