Strony

niedziela, 17 lutego 2013

Domowe niezbędniki: Nr. 1 - dla ciepłolubnych

Jestem zbieraczką i gadżeciarą - o, wydało się! Nie, ujmę to trochę inaczej: Lubię piękne rzeczy. Mieć. Najlepiej jeśli są i piękne i użytkowe. Do zakupów dodatków oraz wogóle rzeczy do domu STARAM się podchodzić rozsądnie. No staram się, ale czasem mnie poniesie i przytaszczę jakąś puszkę lub pudło lub szkło lub...Często dopiero potem myślę jak ową rzecz użyć;) Zazwyczaj kupuję jednak użytkowe dobrodziejstwa, rzadziej omami mnie jakaś dekoracja, która jest wyłącznie ozdobą i trzeba ją gdzieś postawić.


Ale ja nie o tym...Chodzi o to, że szykuję obszerniejszy post o wielkim projekcie, zapowiadany na początku stycznia. Finał tuż, tuż...Jako lekki przerywnik chciałam przedstawić pewną rzecz, którą osobiście uważam za niezbędną w domu, choć nie twierdzę, że jest wyjąkowo piękna. Zaczęłam od tych zakupów, ponieważ ten niezbędnik tak właściwie kupiony był spontanicznie, bo rzucili w Tchibo;) W ten sposób stałam się posiadaczką poduszeczki napełnionej pestkami czereśni.


Poduszka jest dla wiecznie zziębniętych, dla tych, których strzyka w kościach lub poprostu chcą poczuć ciepełko - dla dzieci na brzuszek i jako ciepła przytulanka przed snem....może cały świat już dawno wie, jakie to pożyteczne? Ja odkryłam tę poduszkę chyba dwa lata temu i teraz w okresie zimowym jest zawsze pod ręką. Polecam szczególnie tym, którzy mają mikrofalówkę, wtedy nagrzanie tych pestek to pestka:) Można oczywiście i w piekarniku, ale w tym przypadku chyba termoforek z gorącą wodą jest sensowniejszym rozwiązaniem.


W internecie kursują ciekawe pomysły na takie poduszeczki, np. w kształcie jaszczurki, która potem ogrzewa kark i barki. Tych pestek trochę potrzeba, aby napełnić woreczek, jest to więc projekt raczej dla cierpliwych. W moim wydaniu poszewkę można zdjąć, co jest praktyczne. Akurat w kolorze fioletowym nie gustuję, ale nie było wyboru. Mentalnie nastawiam się do uszycia innej...


 Przydaje się świetnie w takie leniwe niedziele, jak ta dzisiejsza. Szaro za oknem, a w domku letnia atmosfera w wydaniu Boba Marleya. Cieszymy się, że możemy bez pośpiechu i zadań pobyć razem, choć każdy zajmuje się swoimi zabawkami, ale jesteśmy blisko, rozmawiamy, żartujemy...Zajęcia w podgrupach, wiadomo. Bardzo lubię te chwile.


Kanapa, kocyk, poduszki, a do tego dobra herbatka lub kawa. Pozostając w temacie ładnych rzeczy pokażę Wam jeszcze wyszywaną dziką kaczkę:


To jest serwetka po babci, a właściwie cały komplet, serwetki i obrus. Mam słabość do takich rzeczy. Długo potrzebowałam, żeby się przełamać i używać tych moich skarbów. Szkoda, żeby były schowane w szafie, prawda?


To już wszystko na dzisiaj, miłego leniuchowania! Ja wracam pod kocyk:)
Monika