Strony

środa, 30 stycznia 2013

Teneryfa - w styczniu

Zima zaczyna nam się powoli dłużyć. Po śniegu ani śladu, znów zrobiło się szaro. Spontaniczna decyzja o wyjeździe na Teneryfę podjęta była tak krótkoterminowo, że nawet nie było czasu nacieszyć się samym planowaniem. Teraz mogę cierpliwie doczekać wiosny. Naładowane baterie oraz zasoby witaminy D, slow motion, przegadane dziesiątki godzin (!) i słońce, słońce, słońce...(temperatura powietrza ok. 22 stopnie Celsjusza)

Przywiozłam trochę słoneczka oraz inspiracji na zdjęciach:

Łajba jako dekoracja ogrodu...


Biel ścian, ciemne okiennice i dzikie pnącza - podoba mi się ta prostota.

 Z taką roślinnością nawet zwykła brama robi świetne wrażenie.



Tutaj jeden z wielu apartamentowców w dość turystycznej miejscowości Los Gigantes - nasuwa mi się na myśl Bauhaus, ale to tylko nowoczesna imitacja.

Bardziej odpowiadają mi jednak takie klimaty jak na zdjęciu poniżej:



Jeszcze widoczek, w oddali Los Gigantes.

No i zbyt szybki powrót do rzeczywistości... Kozaczki mówią chyba same za siebie! Plecak zaś towarzyszy mi od wieeeelu lat, niejedną mógłby opowiedzieć historyjkę. Powoli robi się z niego staruszek, ale nadal jest w świetnej formie.



Teneryfa z lotu ptaka. Po lewej szczyt Teide (to nieaktywny wulkan, jego wyskość to aż 3718m!), a na horyzoncie wyspa Gomera.

Mam nadzieję, że zrobiło Wam się troszkę cieplej! Dociągniemy jakoś do wiosny. Mimo ciepełka, słoneczka i światła na Teneryfie w styczniu, ja jednak kocham te nasze cztery pory roku! 

Pozdrawiam!