sobota, 19 stycznia 2013

Tamara de Lempicka - sztuka oswojona

Pamiętacie, co odbijało się w telewizorze w poście o ramie? Dla przypomnienia:

 
Kto zgadnie co to za obraz? To nie photoshop ani fatamorgana :) - pod wpływem flesza odbiła się przypadkiem przeciwległa ściana. O tej ścianie właśnie będzie dzisiejszy wpis, a raczej o obrazie tam wiszącym no i oczywiście jego autorce, a jest nią TAMARA DE LEMPICKA.

Na początek trochę historii: Młoda mężatka Tamara Łempicka i jej mąż Tadeusz emigrują po rewolucji październikowej z Petersburga do Paryża. Tam bierze ona lekcje malarstwa m.in. u Andre Lhote, francuskiego rzeźbiarza i malarza chcąc zarabiać malowaniem na życie... Tak można rozpocząć opowieść o malarce Tamarze de Lempickiej, pierwszej celebrytce świata sztuki oraz kobiecie sukcesu o bujnym życiu towarzyskim będącą naprawdę "glamour".


(Zdjęcie pochodzi z okładki książki, o której wspominam poniżej)

Od niepamiętnych czasów fascynuje mnie duch epoki fin de siecle, secesji, lat 20-stych, te stroje, architekura i design. Moje zainteresowanie pracami Lempickiej wynika z tego, że jej kariera zaczyna się właśnie w połowie lat 20-stych ubiegłego stulecia; Szybko osiąga ona popularność oraz renomę jako artystka art deco. Jej portrety oraz autoportrety nie mają w sobie już wprawdzie secesyjnej miękkości - wręcz odwrotnie,  ale może dzięki ich zdecydowanym kształtom i liniom emanują niezwykłą siłą, pewnością siebie, erotyzmem i idealnie oddają kosmopolitańską atmosferę lat 20-stych i wczesnych 30-stych. Wydaje mi się, że najbardziej popularny jest autoportret Łempickiej Tamara w zielonym Bugatti - jak dla mnie jest on genialny!
Bez obaw, już kończę  wykład;) Dla zainteresowanych polecam te dwie stronki: www.tamara-de-lempicka.org oraz www.delempicka.org. Ja poza artykułami na Wikipedii przejrzałam również tę książkę (Wątek biograficzny przeplata się tutaj z fachowymi informacjami na temat jej działalności artystycznej i jest wzbogacony o zdjęcia jej prac, również późnieszych):


Przód książki zdobi właśnie jej autoportret w Bugatti - piękna ta zieleń, prawda?


Wrócę teraz do ściany wspomnianej na początku:). Po przeprowadzce do starej kamienicy postanowiłam duży pokój urządzić w oparciu o secesję oraz lata 20-ste. Nie mogę niestety powiedzieć, żebym się w tym przedsięwzięciu daleko posunęła. Jednak pomysł zakupu kopii obrazu Tamary de Lempickiej był pierwszym krokiem w tym kierunku. Świadomie nie wybraliśmy wspomianej "Damy w Bugatti" jako za bardzo popularnej. Padło na inny portret, pięknej Allan Bott, zobaczcie sami:

 Portrait of Mrs Allan Bott, 1930

I jeszcze kilka szczegółów. Uważam, że te bloki dodają takiego wielkomiejskiego akcentu, bardzo mi się to tło podoba!




Oczywiście nie może obejść się bez diy, czyli samodzielnej, ręcznej roboty. W końcu jesteśmy w monifacturze! Nie przypadkiem pisałam w tytule, że sztuka (jest) oswojona. Nasza reprodukcja jest dość pokaźnych rozmiarów (130 x 75 cm) i została przyklejona klejem do tapet na cienką deskę tej samej wielkości. Zdecydowaliśmy się na dość minimalne obramowanie (listewka dębowa), aby w centrum uwagi był sam obraz (no dobra, jego kopia). Całość od tyłu została wzmocniona deseczkami, a i  mocowanie też wycięte jest z drzewa. Takie reprodukcje są dostępne w różnych rozmiarach i myślę, że mniejsza równie dobrze wyglądałaby w oszklonej ramce. Jednak przy naszej wielkości obrazu przedstawione rozwiązanie wydawało nam się najkorzystniejsze.
Pamiętacie jeszcze takie góralskie termometry - chatki? W  zależności od pogody wyłaniali się z tej chatki góral albo góralka...? Nasza Lempicka jest właśnie takim wzkaźnikiem pogody! Ściana, na której jest zawieszona, jest w połowie zewnętrzna, szczególnie zimą cała konstrukcja zawsze jest lekko wygięta (z zimna chyba?!)

Tak prezentuje sie pani Bott na naszej ścianie:



Dodam, że to jedyna "obca sztuka" w naszym domu. Wszystkie inne to głównie zdjęcia z naszego archiwum, robione przez Łuka.

Ciekawa jestem, jak Wam podoba się pani Bott?

Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Świetny blog :))
    Ciekawy post ;] Podoba mi się !!!
    Życzę miłego weekendu.

    Zapraszam również do mnie :)
    I na moją stronę https://www.facebook.com/pages/In-another-light/413836138693856
    Za polubienie byłabym ogromnie wdzięczna !

    OdpowiedzUsuń
  2. Niee to mieszkańcy palmiarni Poznańskiej ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, witaj. Właśnie opadłą mi szczęka, bo nie dość, że Łempicka jest mi bliska (mam nawet kilka różnych, ale w zasadzie takich samych albumów o jej twórczości), to jeszcze widzę, że masz w domu na podłodze jodełkę. Ja, do niedawna myśląc, że "niestety", również ją mam. Nosiłam się z zamiarem usunięcia, ale teraz zaczynam doceniać jej wartość i urok, tylko mam problem z aranżacją...
    Bardzo dobrze wpasowałaś reprodukcję w miejsce, podziwiam i napawam się urokiem :)
    Pozdrawiam
    Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Faktycznie jodełka oraz jej kolor wymagają oswojenia - pracujemy nad tym cały czas;) No i miło mi, że fanka Łempickiej tutaj trafiła!...Pozdrawiam, Monika

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy "wykład", proszę o więcej. Uwielbiam Lempicką za niepowtarzalny styl, a ściślej mówiąc jej portrety, bo jej kompozycje abstrakcyjne jakoś do mnie nie przemawiają. Reprodukcja prezentuje się wyśmienicie :-)ale trochę szkoda że się "wygina", czy to jej nie szkodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - najciekawsze są jej portrety. Wyginanie raczej nie szkodzi, jedynie irytuje (moje) oko. Ale na szczeście jest to problem, który minie, kiedy podniesie się temperatura...

      Usuń

Komentarze mile widziane! :)